Są takie momenty, od innych piękniejsze, chociaż w swojej istocie dość paskudne, kiedy przychodzi pora pożegnania. Wtedy to osobliwe uczicie rozrywania serca na kawałki nie pozwala nawet przełknąć śliny dobrze. Skąd więc w takiej sytuacji mowa o jakimkolwiek pięknie? Bo jak się już takie serce rozerwie na kawałki i jeden z tych dyszących strzępów odbywa drogę dalej, w Europę, wie się już i nikt nie zabierze tej świadomości, że ta część serca jest nam potrzebna do działania. I musimy za nią podążąć, nawet jeśli ona już do nas nie należy.